Tryb AI w Google bywa świetny i bywa bezużyteczny. Jak wrócić do dziesięciu niebieskich linków
Wpisujesz „ile waży RTX 5080” i dostajesz liczbę. Świetnie, o to chodziło.
Wpisujesz „opinie o zasilaczu Seasonic Focus 850” i dostajesz akapit, który brzmi rozsądnie, tyle że nie wiadomo, czy powstał z trzech wątków na forum sprzed czterech lat, czy z materiału sponsorowanego. Klikasz w przypisy, a tam dwa linki i oba prowadzą do sklepów.
Te dwa zapytania wyglądają podobnie, ale potrzebujesz przy nich zupełnie innych rzeczy. Przy pierwszym chcesz odpowiedzi. Przy drugim chcesz źródeł, które sam ocenisz.
Jak Tryb AI działa od środka, gdzie go szukać i jak go włączyć, opisaliśmy pod tym linkiem w portalu overclock.pl. Ten tekst jest o drugiej stronie medalu: kiedy warstwa AI pomaga, kiedy stoi na drodze i jak ją zdjąć w trzydzieści sekund.
Do czego Tryb AI nadaje się naprawdę
Najlepiej wypada przy pytaniach, na które normalnie musiałbyś otworzyć cztery karty i sam poskładać odpowiedź. Porównanie dwóch modeli po parametrach, tłumaczenie komunikatu błędu na ludzki, ustalenie kolejności kroków w procedurze, którą ktoś opisał chaotycznie.
Dobrze radzi sobie też z pytaniami, przy których nie znasz słownictwa. Zamiast zgadywać, jak fachowo nazywa się wtyczka od zasilania karty, opisujesz ją własnymi słowami i dostajesz nazwę, po której można już szukać normalnie.
Trzecia rzecz to pytania wieloetapowe. Dopytujesz o szczegół z poprzedniej odpowiedzi i kontekst zostaje, więc nie zaczynasz od nowa. Tego klasyczne wyniki nie robią w ogóle.
Kiedy streszczenie jest gorsze od listy linków
Wszędzie tam, gdzie liczy się kto to powiedział, a nie tylko co powiedział.
Ceny i dostępność sprzętu zmieniają się co tydzień, a model potrafi podać wartość, która była aktualna miesiąc temu. Opinie o produkcie mają sens dopiero wtedy, gdy widzisz, czy pochodzą z forum użytkowników, z testu redakcyjnego, czy z opisu w sklepie. Dokumentacja techniczna i instrukcje serwisowe muszą prowadzić do oryginału, bo przy skręcaniu komputera parafraza to za mało.
Do tego dochodzą sprawy świeże. Przy wydarzeniu sprzed dwóch dni streszczenie bywa sklejone z niepełnych relacji, podczas gdy lista wyników pokazuje, kto pisze o tym pierwszy i z czyim podpisem.
I jeszcze jedno, mniej oczywiste: zakupy. Warstwa AI chętnie podaje polecenia, nie pokazując, że część linków to ścieżki partnerskie. Lista organicznych wyników przynajmniej nie udaje neutralnej rekomendacji.
Powrót do dziesięciu niebieskich linków
Google nie ma przełącznika, który raz na zawsze wyłącza warstwę AI, ale ma coś prawie tak dobrego. Parametr udm=14 w adresie wymusza widok samych wyników z sieci. Podsumowanie AI, karuzele i sugestie zakupowe po prostu nie ładują się na takiej stronie.
Najprościej jednorazowo: po wyszukaniu kliknij zakładkę „Więcej” nad wynikami i wybierz „Sieć”. Dostajesz tę samą stronę w klasycznej postaci.
Na stałe w Chrome na komputerze zajmuje to minutę. Wejdź w chrome://settings/searchEngines, w sekcji wyszukiwania w witrynie dodaj nowy wpis: nazwa dowolna, skrót @web, adres {google:baseURL}search?q=%s&udm=14. Potem w menu obok wpisu wybierz ustawienie jako domyślną. Od tej chwili każde zapytanie z paska adresu ląduje od razu w klasycznych wynikach, a Tryb AI odpalasz świadomie, wtedy kiedy go chcesz.
Kto woli nie grzebać w ustawieniach, może dodać do zakładek stronę przekierowującą w rodzaju udm14.com i zaczynać wyszukiwanie od niej. Efekt ten sam, wygoda gorsza.
Osobna droga to filtr w blokerze treści. W uBlock Origin dodajesz własną regułę ukrywającą kontener z podsumowaniem. Działa, ale klasa elementu bywa zmieniana przy kolejnych aktualizacjach interfejsu, więc regułę trzeba co jakiś czas odświeżyć.
Jeśli masz w koncie Google dostęp do Labs, zajrzyj tam na przełącznik odpowiadający za podsumowania AI. Bywa dostępny, bywa nie, zależnie od konta i kraju.
Czego ten sposób nie załatwia
Na telefonie sprawa wygląda gorzej. Aplikacja Google ignoruje parametr, więc jedyna droga to przeglądarka z ustawioną domyślną wyszukiwarką według przepisu powyżej. Wyszukiwanie z widżetu i z paska w aplikacji zostaje po staremu.
Druga rzecz: to jest obejście, nie ustawienie. Parametr udm nie jest oficjalnie dokumentowany jako funkcja dla użytkowników, więc Google może go zmienić albo wycofać z dnia na dzień. Tak samo zniknąć może zakładka „Sieć”. Traktuj to jako rozwiązanie, które działa dopóty, dopóki działa, i nie buduj wokół niego procesu, którego nie da się szybko zmienić.
Trzecia sprawa to cena, którą płacisz za czystą listę. Widok z parametrem udm=14 wycina nie tylko warstwę AI. Znika panel wiedzy z boku, znikają wyniki lokalne z mapką, znikają bezpośrednie odpowiedzi typu kurs waluty czy godziny otwarcia. Przy pytaniu „gdzie najbliższy serwis komputerowy” klasyczna lista bywa mniej wygodna niż to, co Google pokazuje domyślnie. Dlatego sensowniejsze od przestawiania wszystkiego na stałe bywa trzymanie obu wariantów pod ręką: domyślna wyszukiwarka klasyczna, a skrót do zwykłego Google pod osobnym słowem kluczowym w pasku adresu.
Jak czytać odpowiedź AI, żeby się nie naciąć
Skoro Trybu AI i tak będziesz używać, bo przy części zapytań po prostu oszczędza czas, to jeden nawyk załatwia większość problemów.
Nie czytaj samego akapitu. Rozwiń przypisy i zobacz, na czym odpowiedź stoi. Jeśli źródłami są trzy sklepy albo serwisy, o których pierwszy raz słyszysz, potraktuj treść jak punkt wyjścia do własnego szukania, nie jak odpowiedź. Jeśli w przypisach jest producent, redakcja techniczna albo dokumentacja, sprawa wygląda inaczej.
Ta sama zasada dotyczy liczb. Model podaje je płynnie i bez wahania, niezależnie od tego, czy trafił w dziesiątkę, czy pomylił generacje sprzętu. Każdą cyfrę, którą zamierzasz gdzieś wkleić albo na której podstawie coś kupisz, sprawdź u źródła. To piętnaście sekund, a oszczędza tłumaczenia się potem.